opowiadania milosne

U nas też tak, ale prawdę powiedziawszy wkurza mnie ten system nauki. Wolałabym
chyba, żeby średnią liczyli od samego początku szkoły (no może od 2 klasy), bo
nasze dzieciaki (piszę o swojej klasie) nie wyuczyły nawyku przygotowywania się
do lekcji z dnia na dzień, przypominania materiału, bo nikt tego przez pierwsze
trzy lata nie wymagał.
Teraz jest szok bo od początku semestru są niezapowiedziane kartkówki, mniejsze
sprawdziany bez wcześniejszych powtórek, minusy za nieprzygotowania. Moja Marta
nie wierzyła, ze tak jest w starszych klasach i jest to normalne. Dopóki nie
załapała kilku niższych ocen właśnie z takich nieprzygotowań.
Dodatkową trudność stanowi nagłe rozdzielenie przedmiotów i konieczność
opanowania ich wszystkich. Gdyby tak jak w starym systemie od początku był
osobno polski, matematyka, środowisko i inne to powoli dzieci by się
przyzwyczaiły do różnorodności tematyki i zajęć. A tak nawet temat wspólny był
dla całego nauczania zintegrowanego.
Ktoś miał fajny pomysł, chyba tylko nie przetestował tego na swoim dziecku.

nauczanie zintegrowane to fikcja w mojej szkole- podręczniki są tak
skonsrtuowane, że i tak na osobnych godzinach realizuje się j.polski,
matemat.srodowisko, muzykę.Plastyka-kiedy starczy czasu w tygodniu, technika-
prawie wcale. godziny wfu są sztywne- wg.przydziału sali gimnastycznej, poza tym
religia,angielski,informatyka...Oczywiście również zeszyty przedmiotowe,
podręczniki do religii dwa razy w tygodniu, raz do ang. i informatyki...
Bzdurą jest ocena opisowa, w praktyce i nauczyciele, i rodzice, i dzieci
wymagają jakiejś klasyfikacji- są to literki, specjalne znaczki, punkty za
sprawdziany, prace na lekcji, prace domowe... z opisówki na semestr czy
świadectwie nic nie wynika, rodzice przyznają, że nawet tego nie czytają
Przed reformą też śpiewało się piosenki np. na środowisku, czy języku polskim,
można było czasem zamienić godziny, a ocena cyfrowa była poparta komentarzem
nauczyciela.